Historia „styrty”: Ośmieszona przez internautów pozywa policję

Niech lubuski komendant przeprosi i zapłaci odszkodowanie – mówi rodzina starszej kobiety wyszydzanej w sieci. Jej rozmowa z policjantem biła rekordy popularności w internecie
Chcemy, żeby ludzie w końcu przestali śmiać się z mamy – tłumaczy córka dziś 84-letniej kobiety. Żąda, by lubuski komendant policji przeprosił matkę za naruszenie dóbr osobistych matki i wypłacił 60 tys. zł zadośćuczynienia. Proces ruszył w wydziale cywilnym Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

Mimo że od słynnego nagrania miną wkrótce trzy lata, komenda nie pali się, by wydać nakaz portalom, by je usunęły. Policja nie zamierza też przepraszać.

Śmieją się: „Babcia H. dzwoni do Chicago”

Wieś pod Żarami, 12 września 2009 r. Ktoś kolejny raz podpalił stóg państwa H. Z dymem poszły dwa stogi siana i słomy – razem 26 przyczep. Strażacy nie gasili, bo takie są procedury. Seniorka rodu zasłabła, dzieci wezwały pogotowie. Lekarze podali jej środki uspokajające. Kobieta postanowiła poszukać pomocy u policjantów, wierząc, że pomogą uratować dobytek. Rodzina trzyma stado zwierząt, siano miało pozwolić przetrwać im zimę. Gdy córka wyszła w pole, matka chwyciła za telefon. Niewiele słyszała, bo nie założyła aparatu słuchowego.

Nagranie z pełnymi personaliami pani H. oraz adresem po kilku miesiącach trafia do sieci. Chaotyczne odpowiedzi staruszki na pytania policjanta stają się hitem internetu. Pojawiają się w portalu Milanos.pl, Sadistic.pl, YouTube i Joe Monster. Internauci kopiują nagranie, publikują, przesyłają w mailach, zgrywają na komórki. W sieci jest kilkadziesiąt nagrań, każde ma od 20 do 180 tys. odsłon. Ciągle ktoś wrzuca nowe filmy. Internauci podkładają tło – zdjęcie staruszki z papierosem mocnym albo w moherowym berecie. Rozmowę publikuje także „Celownik” Telewizji Polskiej w materiale o tym, z jakimi głupotami dzwonią Polacy na policję. Dziennikarka chwali dyżurnego policji za niebywałą cierpliwość. Na YouTubie pojawiają się miksy oryginalnego nagrania, np. „Babcia H. dzwoni do Chicago”, „Babcia H. zamawia pizzę”. Powstają pastisze. Nagrań słucha Polonia w USA i Anglii. Komentarze: „Stara głupia baba” albo „Pijana, głucha starucha”.

[youtube]http://youtu.be/qX2SBPfODZE[/youtube]

Wyciek był, sprawca nieznany

Córka pani H. interweniowała u żarskiego komendanta policji. Bez skutku. Sprawę wycieku nagrania z komendy badali także prokuratorzy i biuro spraw wewnętrznych policji. Ale winnych nie znaleźli. Nie mogli ustalić IP komputera pierwszych osób, które wrzuciły nagranie do sieci. Domeny zarejestrowano w Nikozji na Cyprze, a zapisy logowań są na serwerach we Francji, USA, więc śledczy spasowali. – Brak jest fizycznych możliwości ustalenia osoby, która umieściła nagranie w portalu – napisał prokurator w uzasadnieniu.

A że żaden z dyżurnych nie przyznał się do winy, sprawę umorzono. – Nie stosujemy odpowiedzialności zbiorowej i nie oskarżymy całego zespołu dyżurnych – tłumaczyli śledczy.

I choć prokuratorzy potwierdzają, że nagranie wyciekło z komendy w Żarach, prokuratoria generalna twierdzi, że policja nie jest winna. Odmawia przeprosin i wypłaty odszkodowania. Bo… skarb państwa nie odpowiada za czyny, które nie leżą w obowiązkach służbowych policjanta.

– Zapisywanie na telefonach nagrań oraz ich dalsze rozpowszechnianie nie pozostaje w jakimkolwiek związku z realizacją celów służbowych, jakie zostały powierzone policjantom – pisze Piotr Olejarczyk, radca Prokuratorii Generalnej. Twierdzi, że doszło co najwyżej do „ekscesu dokonanego przy okazji wykonywania władzy publicznej”.

Adwokat: To była tajemnica służbowa

Sławomir Zubrycki, adwokat rodziny, uważa, że straty moralne rodziny H. są dotkliwe. – Każdy na całym świecie mógł ubawić się kalectwem mojej klientki. Policja pozwoliła na to, by nagranie wyciekło z komendy z pełnymi personaliami pani H. Nagrania prawa stanowią tajemnicę służbową. Skarb państwa powinien wypłacić wysokie odszkodowanie rodzinie za to, że jednostka w Żarach nie funkcjonowała prawidłowo – tłumaczy.

Sąd przesłuchał pierwszych świadków. Dyżurny, który rozmawiał z panią H., zarzekał się, że to nie on opublikował nagranie w internecie. Odtwarzał je w policyjnej dyżurce, by upewnić się, że dobrze zrozumiał kobietę. Słyszeli to inni policjanci. – Nie wiem, kto zgrał to ze służbowego komputera. Dostęp do niego mają tylko uprawnione osoby. Inni policjanci muszą mieć pisemną zgodę komendanta, by odsłuchać nagrania z rejestratora. Nie wiem nic o tym, by w tym czasie ktoś takie uzyskał – mówił policjant.

Jego kolega, który pełnił z nim dyżur, nie stawił się w sądzie, bo był chory. Kolejna rozprawa wkrótce

gazeta.pl

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

sprawdź również
tagi