Wyłudzacze

Najpierw Grzegorz obciął sobie najmniejszy palec. Dostał pierwsze odszkodowanie. Obciął palec serdeczny. Dostał drugie. 40-letni Ślązak wpadł dopiero za trzecim razem. – Nie mogliśmy uwierzyć, że ktoś ma takiego pecha – mówi nam przedstawiciel towarzystwa, w którym wykupił kolejne ubezpieczenie.

Teraz Grzegorz musi się tłumaczyć prokuratorowi.

W branży ubezpieczeniowej o takich ludziach mówi się, że działają metodą „na drwala”.

– Polacy wyłudzają od firm ubezpieczeniowych nawet miliard złotych rocznie – mówi nam Marcin Tarczyński, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Najchętniej – ubezpieczenia komunikacyjne. Izba szacuje, że to 80 proc. oszustw.

– Jeden z klientów zgłosił, że rozbił auto o drzewo. Ale eksperci nie znaleźli na miejscu śladów po stłuczce, za to stwierdzili, że ktoś w to drzewo uderzał tępą siekierą.

– Najśmieszniejszy był klient z dzikiem – opowiada inny ubezpieczyciel. – Twierdził, że wyskoczył mu na drogę przed maskę. W rzeczywistości napchał za zderzak włosia ze szczotki.

Czasem, jak w przypadku śląskiego „drwala”, chodzi o kilka-kilkanaście tysięcy złotych (najdroższy jest kciuk). – W ubezpieczeniach na życie można usiłować wyłudzić nawet 10 mln zł – mówi „Gazecie” Robert Dąbrowski, dyrektor biura bezpieczeństwa PZU. I takie grube przypadki zdarzają się coraz częściej.

Mieszkaniec Trójmiasta wykupił żonie polisę na życie w kilkunastu towarzystwach ubezpieczeniowych. Lekarzowi za wypisanie aktu zgonu zapłacił 100 tys. zł. I poszedł po odszkodowanie. W dwóch towarzystwach wypłacili mu prawie pół miliona. Wpadł, bo policja prowadziła przeciwko niemu śledztwo w innej sprawie. I przesłuchała żonę „nieboszczkę”.

– Za przestępczość ubezpieczeniową coraz częściej biorą się zorganizowane grupy – mówi Marcin Tarczyński. Jedną z takich grup rozbiło niedawno Centralne Biuro Śledcze, zatrzymało 60 osób. Szajka przez kilka lat sfingowała kilkaset stłuczek samochodowych. Na jednej kolizji z udziałem trzech aut potrafili wyłudzić nawet 60 tys. zł.

Oszustwa coraz trudniej wykryć, bo biorą w nich udział rzeczoznawcy, agenci ubezpieczeniowi, właściciele warsztatów, a nawet policjanci. W lutym taka właśnie grupa wpadła w Lublinie. Wyłudzała od kilku do kilkunastu tysięcy za jeden numer. Zamieszanych jest dziewięciu policjantów, za potwierdzenie fikcyjnych stłuczek brali od 400 do 800 zł.

– Sprawa jest w sądzie okręgowym – mówi rzeczniczka lubelskiej prokuratury Beata Syk-Jakowska. Za hersztem grupy prokurator wysłał list gończy.

Na europejskich ubezpieczycielach miliard złotych nie robi jednak wrażenia. Brytyjczycy wyłudzają na polisach rocznie – w przeliczeniu – 3 mld zł, Niemcy – 14 mld zł. Amerykanie – aż 60 mld.

W Polsce działa kilkadziesiąt firm ubezpieczeniowych. W ubiegłym roku zarobiły łącznie prawie 4 mld zł.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

sprawdź również