Kilka godzin opóźnienia w prawidłowym leczeniu może całkowicie zmienić dalsze życie pacjenta. Pokazuje to sprawa Rebecca Knowles v. Ensley, w której ława przysięgłych na Florydzie przyznała poszkodowanej 7 652 848 dolarów odszkodowania i zadośćuczynienia po amputacji nogi poniżej kolana. Kluczowy problem nie dotyczył tego, czy pacjentkę w ogóle badano, ale czy po uzyskaniu alarmujących wyników personel zareagował wystarczająco szybko.
Kobieta doznała zwichnięcia kolana, które doprowadziło do zamknięcia tętnicy i niedokrwienia kończyny. Spędziła około 4,5 godziny na oddziale ratunkowym, wykonano m.in. angio-TK, jednak zabieg naczyniowy przeprowadzono dopiero następnego wieczoru, po przewiezieniu pacjentki do innej placówki. Ostatecznie nogi nie udało się uratować.
Samo wykonanie diagnostyki nie wystarczy, jeśli po wyniku nie następuje odpowiednie działanie
Obrona wskazywała, że pacjentka została poddana diagnostyce i wykonano badania pozwalające ocenić stan naczyń. Problem polegał jednak na tym, że wynik wskazujący na poważne zagrożenie nie doprowadził wystarczająco szybko do interwencji specjalisty.
To bardzo ważne rozróżnienie w sprawach o błędy medyczne. Placówka może wykonać właściwe badanie, ale jeżeli wynik zostaje błędnie oceniony, zignorowany albo przekazany zbyt późno, odpowiedzialność może wynikać właśnie z opóźnienia reakcji. W praktyce liczy się więc cały ciąg zdarzeń: od przyjęcia pacjenta, przez wykonanie badań, aż po podjęcie leczenia.
W takich sprawach chronologia może być ważniejsza niż sama diagnoza
Przy ostrym niedokrwieniu kończyny czas ma podstawowe znaczenie. Im dłużej tkanki pozostają bez odpowiedniego ukrwienia, tym większe ryzyko nieodwracalnych uszkodzeń i konieczności amputacji. Dlatego w procesie kluczowe staje się dokładne ustalenie, o której godzinie pojawiły się objawy, kiedy wykonano badanie, kiedy uzyskano wynik, kiedy personel zapoznał się z nim oraz kiedy skontaktowano się z chirurgiem naczyniowym.
W tej sprawie właśnie kilka godzin zwłoki stało się centralnym punktem sporu. Nie wystarczało więc stwierdzenie, że pacjentka została zbadana i że ostatecznie otrzymała leczenie. Sąd musiał ustalić, czy gdyby podjęto właściwą interwencję wcześniej, kończynę można było uratować.
Zdjęcie wykonane przez osobę towarzyszącą stało się ważnym dowodem
Szczególnie interesujące jest to, że znaczenie dowodowe miała fotografia nogi wykonana przez znajomą pacjentki. Na zdjęciu widoczne było przebarwienie sugerujące narastające niedokrwienie, podczas gdy w dokumentacji medycznej stan kończyny nie został opisany w sposób, który odpowiadałby późniejszym ustaleniom.
To dobry przykład tego, że w sprawach medycznych dokumentacja szpitalna nie zawsze jest jedynym źródłem informacji. Zdjęcia, nagrania, wiadomości, notatki rodziny czy dane z telefonów mogą czasami pomóc odtworzyć rzeczywisty przebieg zdarzeń i wygląd pacjenta w konkretnym momencie.
Nie oznacza to oczywiście, że prywatna fotografia automatycznie przesądza odpowiedzialność. Może jednak stać się bardzo ważnym elementem całego materiału dowodowego, szczególnie gdy dokumentacja medyczna jest niepełna lub nieprecyzyjna.
Kwota 7,65 mln dolarów nie może być punktem odniesienia dla polskich sądów
Wysokość amerykańskiego werdyktu robi ogromne wrażenie, ale nie należy porównywać jej bezpośrednio z polskimi realiami. Inny jest system prawny, sposób ustalania świadczeń, rola ławy przysięgłych i poziom kompensacji przyjmowany w amerykańskich sprawach osobowych.
Znacznie bardziej wartościowa dla polskiej praktyki jest sama konstrukcja sprawy. Poszkodowany nie musi wykazywać jedynie, że lekarz popełnił błąd. Trzeba jeszcze wykazać, że prawidłowa reakcja w odpowiednim czasie z odpowiednio wysokim prawdopodobieństwem pozwoliłaby uniknąć amputacji albo ograniczyć jej zakres.
To właśnie kwestia związku przyczynowego najczęściej decyduje o wyniku takich procesów.
Amputacja tworzy cały katalog roszczeń, nie tylko zadośćuczynienie
Przy utracie kończyny szkoda nie kończy się na bólu i cierpieniu związanym z samą operacją. Poszkodowany może wymagać protez, ich regularnej wymiany, rehabilitacji, adaptacji mieszkania, dodatkowej opieki i specjalistycznego sprzętu. Może również utracić możliwość wykonywania dotychczasowej pracy albo mieć znacznie ograniczoną zdolność zarobkową.
W polskim systemie przy podobnym zdarzeniu należałoby więc analizować nie tylko zadośćuczynienie, ale również koszty leczenia i rehabilitacji, koszty protez, opiekę osób trzecich, utracone dochody oraz rentę z tytułu zwiększonych potrzeb albo zmniejszonej zdolności do pracy.
Przy młodej osobie te świadczenia mogą być należne przez wiele dekad i ich łączna wartość może znacząco przekraczać jednorazowe zadośćuczynienie.
Najważniejsze jest ustalenie momentu, w którym szkody można było jeszcze uniknąć
W procesach dotyczących opóźnionego leczenia bardzo często najważniejsze pytanie nie brzmi: „czy lekarz popełnił błąd?”, lecz: „do którego momentu prawidłowe działanie mogło jeszcze zmienić wynik leczenia?”.
Jeżeli biegli ustalą, że po upływie określonego czasu amputacja była już nieunikniona, trzeba dokładnie zbadać, co wydarzyło się przed przekroczeniem tej granicy. Każda godzina może wtedy mieć znaczenie.
Sprawa z Florydy jest wyjątkowo czytelnym przykładem tego, jak duże znaczenie w odpowiedzialności medycznej ma nie tylko rodzaj zastosowanego leczenia, ale również jego termin.
Źródło: sprawa Rebecca Knowles v. Ensley, werdykt ławy przysięgłych na Florydzie, szczegóły opublikowane we wrześniu 2026 r.