Czy rodzina może dochodzić roszczeń po śmierci pacjenta, jeżeli jego choroba była już nieuleczalna i prawidłowa diagnoza nie mogła go uratować? Szkocki Court of Session w orzeczeniu z 18 września 2026 r., [2026] CSOH 89, uznał, że taki scenariusz nie zamyka automatycznie drogi do odpowiedzialności.
Sprawa dotyczyła Roya Levera, u którego podczas badania USG w lipcu 2021 r. miały nie zostać zauważone oznaki guza nerki. Rodzina nie twierdziła, że wcześniejsze rozpoznanie doprowadziłoby do całkowitego wyleczenia. Według jej argumentacji prawidłowa i wcześniejsza diagnostyka mogła jednak przedłużyć życie pacjenta o około 12 miesięcy oraz ograniczyć część cierpień i objawów choroby.
Pytanie nie musi brzmieć: czy pacjent przeżyłby?
W sporach dotyczących opóźnionej diagnozy nowotworu bardzo często odpowiedzialność sprowadza się do jednego pytania: czy gdyby lekarz rozpoznał chorobę wcześniej, pacjent zostałby uratowany? Takie postawienie problemu może być jednak zbyt wąskie.
W przypadku chorób nieuleczalnych odpowiedź może być przecież negatywna niezależnie od jakości leczenia. Nie oznacza to jednak, że moment diagnozy był bez znaczenia. Kilka lub kilkanaście miesięcy dodatkowego życia może mieć ogromną wartość dla pacjenta i jego rodziny, a wcześniejsze leczenie może również zmniejszyć cierpienie, poprawić sprawność lub pozwolić dłużej zachować samodzielność.
Właśnie na tym koncentruje się szkocka sprawa.
NHS próbował oddalić roszczenie już na wstępnym etapie
Strona pozwana argumentowała, że bezpośrednią przyczyną śmierci był nowotwór, a nie ewentualne zaniedbanie diagnostyczne. Skoro choroba była śmiertelna, odpowiedzialność za samą śmierć miała — według tej argumentacji — nie powstawać.
Sąd nie zaakceptował tak kategorycznego podejścia. Uznał, że wystarczającą podstawą do dalszego prowadzenia sprawy może być twierdzenie, iż zaniedbanie spowodowało lub istotnie przyczyniło się do tego, że śmierć nastąpiła wcześniej, niż nastąpiłaby przy prawidłowym postępowaniu.
Nie przesądzono jeszcze, że rzeczywiście doszło do błędu ani że wcześniejsza diagnoza przedłużyłaby życie dokładnie o wskazywany okres. Te kwestie będą wymagały dalszego postępowania i opinii specjalistów.
Przyczynowość w sprawach onkologicznych jest znacznie bardziej złożona
W takich procesach biegły nie zawsze odpowiada tylko na pytanie, czy zaniedbanie „spowodowało śmierć”. Czasami właściwe pytania są bardziej szczegółowe: kiedy nowotwór był możliwy do wykrycia, jaki był wówczas jego stopień zaawansowania, jakie leczenie można było wdrożyć i jak zmieniłoby ono przewidywany czas przeżycia pacjenta.
Równie ważna może być jakość tego dodatkowego czasu. Jeżeli wcześniejsze leczenie mogło ograniczyć ból, opóźnić rozwój przerzutów albo zmniejszyć intensywność objawów, są to okoliczności, które mogą mieć znaczenie dla oceny szkody i krzywdy.
Nie każda sprawa musi więc sprowadzać się do alternatywy „życie albo śmierć”.
Dwanaście miesięcy dodatkowego życia może mieć ogromną wartość
Z ekonomicznego punktu widzenia rok wydaje się prostym okresem. W kontekście ciężkiej choroby oznacza jednak kolejne miesiące z rodziną, możliwość uczestniczenia w ważnych wydarzeniach, dłuższą obecność rodzica przy dzieciach czy możliwość uporządkowania własnych spraw.
Właśnie dlatego argument, że pacjent „i tak by zmarł”, nie powinien automatycznie kończyć analizy. Jeżeli błąd przyspieszył śmierć o znaczący okres, rzeczywisty skutek dla pacjenta i jego najbliższych może być bardzo poważny.
Oczywiście trzeba to wykazać z odpowiednim stopniem prawdopodobieństwa medycznego, a nie opierać się wyłącznie na hipotetycznych założeniach rodziny.
Polskie prawo wymagałoby własnej analizy związku przyczynowego
Szkockiego rozstrzygnięcia nie można bezpośrednio stosować w Polsce. Inne są przepisy materialne, zasady dochodzenia roszczeń przez rodzinę i szczegółowe reguły procesowe. Problem przyczynowości jest jednak bardzo podobny.
Na gruncie art. 361 k.c. konieczne byłoby wykazanie normalnego związku przyczynowego pomiędzy opóźnieniem diagnozy a konkretnym uszczerbkiem. Tym uszczerbkiem nie musi być jednak wyłącznie samo powstanie choroby, ponieważ za nowotwór lekarz oczywiście nie odpowiada.
Odpowiedzialność może dotyczyć skutków pogorszenia sytuacji pacjenta wskutek zbyt późnego wykrycia choroby, o ile taki wpływ zostanie odpowiednio wykazany.
Nieuleczalna choroba nie oznacza, że lekarz przestaje odpowiadać za swoje błędy
To najważniejszy wniosek z tej sprawy. Pacjent z chorobą terminalną nadal ma prawo do prawidłowej diagnostyki i leczenia, a fakt, że medycyna nie może go całkowicie wyleczyć, nie daje personelowi medycznemu pełnej ochrony przed odpowiedzialnością za zaniedbania.
Jeżeli błąd skraca życie, powoduje dodatkowe cierpienie albo pozbawia pacjenta możliwości skorzystania z terapii, która mogła poprawić jego ostatnie miesiące, może powstać realna szkoda podlegająca kompensacji.
Szkocka sprawa będzie szczególnie interesująca na dalszym etapie, ponieważ dopiero opinie biegłych pokażą, czy rodzina zdoła wykazać, że wcześniejsza diagnoza rzeczywiście mogła przedłużyć życie pacjenta o wskazywany okres.
Źródło: Court of Session, wyrok z 18 września 2026 r., [2026] CSOH 89, sprawa dotycząca opóźnionego rozpoznania nowotworu nerki.