Nietypowy spór odszkodowawczy po wypadku z udziałem nieoznakowanego radiowozu pokazuje, jak bardzo stanowisko uczestników zdarzenia może różnić się od rzeczywistej odpowiedzialności cywilnej. Do zdarzenia doszło 1 stycznia 2026 r. w Płocku, a szczegóły sprawy zostały szerzej ujawnione pod koniec września.
Kierowca Cupry zatrzymał samochód, aby pomóc człowiekowi leżącemu na jezdni. Chwilę później w jego auto uderzył nieoznakowany radiowóz. Siła zderzenia była tak duża, że Cupra obróciła się o 180 stopni, a kierowca i jego narzeczona mieli stracić przytomność.
Samochód był niemal nowy — został odebrany zaledwie dzień wcześniej — i znajdował się w leasingu. Dodatkowa ekspertyza miała wykazać szkodę całkowitą, a poszkodowany pozostaje w sporze o wypłatę należnego świadczenia.
Brak przyznania odpowiedzialności przez policję nie kończy sprawy
Według relacji poszkodowanego ubezpieczyciel odmówił wypłaty, wskazując, że policja nie przyjmuje odpowiedzialności za spowodowanie zdarzenia. Taki argument nie rozstrzyga jednak jeszcze cywilnoprawnej odpowiedzialności za szkodę.
To, że kierowca radiowozu albo reprezentująca go jednostka nie uznaje swojej odpowiedzialności, jest jedynie stanowiskiem jednej ze stron. O tym, kto faktycznie ponosi odpowiedzialność, powinny decydować dowody dotyczące przebiegu wypadku.
W sporze mogą więc mieć znaczenie monitoring, nagrania z pojazdu, ślady hamowania, uszkodzenia obu samochodów, położenie pojazdów po zderzeniu, zeznania świadków oraz ewentualna opinia biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków.
Różne wersje zdarzenia trzeba zweryfikować dowodami technicznymi
W pierwotnych informacjach policja wskazywała, że radiowóz miał omijać pieszego, który nagle znalazł się na jego torze jazdy. Poszkodowany przedstawia jednak inną ocenę przebiegu zdarzenia i kwestionuje próbę przerzucenia na niego konsekwencji wypadku.
W takich sytuacjach szczególnie ważne są dowody niezależne od relacji uczestników. Uszkodzenia pojazdów, kierunek przemieszczenia po uderzeniu, nagrania czy dane z systemów samochodu mogą często powiedzieć więcej niż późniejsze oświadczenia stron.
Nie można więc zakładać, że odmowa przyjęcia winy przez kierowcę radiowozu automatycznie uwalnia ubezpieczyciela od obowiązku wypłaty.
Szkoda całkowita w leasingu dodatkowo komplikuje rozliczenie
Auto znajdowało się w leasingu, co w przypadku szkody całkowitej powoduje dodatkowe problemy rozliczeniowe. Właścicielem pojazdu formalnie pozostaje leasingodawca, natomiast użytkownik ponosi realne konsekwencje utraty samochodu i może być zobowiązany do rozliczenia umowy leasingowej.
Trzeba więc ustalić wartość pojazdu sprzed szkody, wartość pozostałości, sposób rozliczenia leasingu oraz ewentualne zabezpieczenia takie jak GAP. W praktyce błędna wycena jednego z tych elementów może prowadzić do dodatkowej straty użytkownika samochodu.
Sama kwalifikacja szkody jako całkowitej nie kończy więc analizy odszkodowawczej.
Koszt pojazdów zastępczych może stać się osobnym, znaczącym roszczeniem
Poszkodowany wskazuje również, że przez kolejne miesiące korzystał z samochodów pożyczonych lub wynajmowanych. Jeżeli odpowiedzialność za wypadek zostanie potwierdzona, koszt zapewnienia transportu zastępczego może stać się odrębnym elementem szkody.
Wysokość takiego roszczenia zależy od uzasadnionego okresu pozostawania bez pojazdu, klasy samochodu zastępczego, stawek najmu oraz tego, czy poszkodowany rzeczywiście potrzebował auta w codziennym funkcjonowaniu.
Przy długotrwałym sporze z ubezpieczycielem rachunek za najem może urosnąć do bardzo wysokiej kwoty, dlatego równie ważne jest dokumentowanie wszystkich kosztów i prób rozwiązania sytuacji.
Pojazd uprzywilejowany nie ma nieograniczonego prawa do powodowania szkód
Nawet jeśli radiowóz poruszał się jako pojazd uprzywilejowany, nie oznacza to automatycznego braku odpowiedzialności. Kierujący takim pojazdem może korzystać ze szczególnych uprawnień, ale nadal ma obowiązek zachowania szczególnej ostrożności i reagowania adekwatnie do sytuacji na drodze.
Każdy przypadek wymaga więc zbadania tego, czy warunki używania sygnałów uprzywilejowania były spełnione, z jaką prędkością poruszał się radiowóz i czy kierowca miał realną możliwość uniknięcia zderzenia.
Samo powołanie się na wykonywanie czynności służbowych nie może zastąpić technicznej analizy wypadku.
Najważniejsze jest niezależne ustalenie przebiegu zdarzenia
Ta sprawa dobrze pokazuje, dlaczego poszkodowany nie powinien rezygnować z roszczeń wyłącznie dlatego, że druga strona nie uznaje swojej odpowiedzialności. W wielu wypadkach spór właśnie na tym polega i dopiero postępowanie dowodowe pozwala ustalić rzeczywisty przebieg zdarzenia.
Jeżeli szkoda jest wysoka, a dodatkowo obejmuje leasing, szkodę całkowitą i wielomiesięczny brak samochodu, dokładna rekonstrukcja wypadku może decydować o świadczeniach sięgających dziesiątek albo setek tysięcy złotych.
r.