Zaraziła się wirusem HPV w samochodzie, sąd przyznał jej 5,2 mln dolarów odszkodowania. Zapłacić ma ubezpieczyciel auta

Mieszanka stanu Missouri w USA uprawiała w 2017 roku seks w samochodzie swojego ówczesnego partnera, który jej zdaniem świadomie zaraził ją wirusem HPV. Kobieta zażądała odszkodowania od firmy, w której ubezpieczone było auto. Kiedy ubezpieczyciel odmówił, poszła do sądu. We wtorek zapadło orzeczenie w tej sprawie.

Powódka, opisana w dokumentach sądowych jedynie inicjałami M.O., w listopadzie i grudniu 2017 roku kilkukrotnie odbyła stosunek bez zabezpieczenia w samochodzie należącym do jej seksualnego partnera, niejakiego M.B. Mężczyzna nie poinformował jej, że jest nosicielem wirusa HPV, który może odpowiadać za rozwój brodawek na narządach płciowych, przyczynia się też do rozwoju raka szyjki macicy. Kobieta twierdzi, że M.B. wiedział o możliwości zarażenia, ale o niej nie wspomniał. O tym, że złapała infekcję, M.O. dowiedziała się w 2018 roku.

Trzy lata później, w lutym 2021 roku, zgłosiła się do ubezpieczyciela auta, w którym doszło do zbliżeń. Jej zdaniem wykupiona w firmie GEICO polisa powinna pokryć odszkodowanie z tytułu doznanego przez nią uszczerbku na zdrowiu. Kobieta podniosła kwestię poniesionych wydatków na leczenie oraz „psychicznego i fizycznego bólu oraz cierpienia”. Zażądała miliona dolarów.

Firma GEICO odrzuciła jej wniosek. M.O. weszła wówczas na ścieżkę postępowania arbitrażowego, w którym ustalono, że od M.B. należy się jej 5,2 mln dolarów odszkodowania, a pieniądze powinna wypłacić firma ubezpieczeniowa. Następnie kobieta zgłosiła się do Sądu Okręgowego Hrabstwa Jackson, aby potwierdził orzeczenie arbitra. Tak też właśnie się stało, a decyzję o przyznaniu finansowej rekompensaty podtrzymał w ostatni wtorek także Sąd Apelacyjny Zachodniego Dystryktu Missouri.

Ubezpieczyciel twierdzi, że odszkodowanie się nie należy

Ubezpieczyciel próbował się odwołać, twierdząc, że sąd okręgowy nie dał mu szansy się bronić. We wtorkowej opinii trzyosobowego składu sędziowskiego przeczytać można jednak, że „w chwili podjęcia interwencji przez GEICO odpowiedzialność i odszkodowanie były już ustalone przez arbitra i potwierdzone przez sąd pierwszej instancji. [Firma] nie miała prawa wnosić o ponowne rozpatrzenie sprawy”. A swoich interesów zdaniem sądu apelacyjnego mogła bronić na wcześniejszych etapach sporu pomiędzy M.O. i M.B., stając po stronie mężczyzny, z której to możliwości nie skorzystała.

Być może jednak wielomilionowe odszkodowanie nie zostanie mimo wszystko wypłacone. W czwartek firma GEICO poinformowała o wniesieniu w zeszłym roku pozwu do sądu federalnego, który ma rozstrzygnąć, czy roszczenia M.O. są w ogóle uzasadnione. Ubezpieczyciel twierdzi, że nigdy nie musiał stawać po stronie M.B., bo odpowiedzialność firmy dotyczy wyłącznie szkód spowodowanych „posiadaniem, konserwacją i użytkowaniem Hyundaia Genesis z rocznika 2014”, a zgłoszone przez kobietę szkody nie są z nimi związane, tylko wynikają z braku zabezpieczenia przed chorobami przenoszonymi drogą płciową podczas seksu.

tvn24.pl

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

sprawdź również
tagi