Sąd Okręgowy w Sieradzu w wyroku z 14 listopada 2025 r., sygn. I C 601/24, zajął istotne stanowisko dotyczące wysokości zadośćuczynienia po śmierci osoby najbliższej oraz znaczenia upływu czasu dla oceny rozmiaru krzywdy. Sprawa dotyczyła dorosłego syna, którego ojciec zginął po potrąceniu przez samochód.
Ubezpieczyciel wypłacił mu 20 tys. zł. Sąd uznał jednak, że odpowiednią łączną sumą zadośćuczynienia jest 100 tys. zł i zasądził dalsze 80 tys. zł wraz z odsetkami.
Brak terapii psychiatrycznej nie oznacza braku poważnej krzywdy
Powód po śmierci ojca nie wymagał leczenia psychiatrycznego ani psychoterapii. Proces żałoby przebiegał prawidłowo, a w chwili orzekania był już zakończony.Nie przeszkodziło to sądowi w uznaniu, że krzywda uzasadnia świadczenie na poziomie 100 tys. zł.
Zadośćuczynienie po śmierci osoby najbliższej nie jest bowiem świadczeniem należnym wyłącznie wtedy, gdy żałoba przybiera charakter patologiczny lub prowadzi do powstania choroby psychicznej. Śmierć bliskiej osoby sama w sobie może prowadzić do bardzo poważnej krzywdy.
Krzywdę trzeba oceniać także z perspektywy okresu bezpośrednio po zdarzeniu
Szczególnie ważna jest argumentacja dotycząca upływu czasu. Jeżeli sprawa trafia do sądu kilka lat po śmierci osoby najbliższej, naturalne jest, że poszkodowany może funkcjonować znacznie lepiej niż bezpośrednio po tragedii.
Nie można jednak na tej podstawie przyjmować, że skoro obecnie radzi sobie z codziennym życiem, jego wcześniejsze cierpienie było niewielkie. Sąd powinien brać pod uwagę cały przebieg żałoby, a w szczególności jej intensywność w okresie bezpośrednio następującym po śmierci bliskiej osoby.
Upływ czasu nie może premiować ubezpieczyciela
To bardzo istotna praktycznie teza. Gdyby wysokość zadośćuczynienia ustalać wyłącznie według aktualnego stanu psychicznego poszkodowanego, długi proces likwidacji szkody lub wieloletni spór sądowy działałby na korzyść podmiotu odpowiedzialnego.
Z każdym rokiem naturalny proces adaptacji do straty powodowałby bowiem obniżanie potencjalnego świadczenia. Taki mechanizm prowadziłby do nieakceptowalnego rezultatu: ubezpieczyciel, który wcześniej zaniżył zadośćuczynienie, mógłby następnie korzystać z tego, że po kilku latach poszkodowany nauczył się funkcjonować z doznaną stratą.
Prawidłowa żałoba również oznacza rzeczywiste cierpienie
Proces adaptacji jest naturalnym zjawiskiem i nie powinien być interpretowany na niekorzyść poszkodowanego. Fakt, że człowiek z czasem wraca do pracy, życia rodzinnego i codziennych obowiązków, nie oznacza, że wcześniej nie przeżywał głębokiego bólu, poczucia straty czy osamotnienia.
Nie powinno się więc oczekiwać od osoby dochodzącej zadośćuczynienia, aby przez wiele lat pozostawała w złym stanie psychicznym tylko po to, aby móc wykazać rozmiar swojej krzywdy.
100 tys. zł jako punkt odniesienia, nie taryfikator
Kwota przyjęta przez sąd nie oznacza oczywiście, że za śmierć rodzica zawsze powinno być przyznawane dokładnie 100 tys. zł. Każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny więzi rodzinnej, wieku osób, charakteru relacji, sposobu funkcjonowania rodziny i skutków śmierci dla osoby najbliższej.
Wyrok I C 601/24 jest jednak wartościowym punktem odniesienia oraz mocnym argumentem przeciwko praktyce zaniżania świadczenia wyłącznie dlatego, że poszkodowany po kilku latach zakończył proces żałoby i obecnie funkcjonuje prawidłowo.